Spotkałem wczoraj dawnego ucznia. To spotkanie było nam zdecydowanie przeznaczone – minęliśmy się kilka tygodni wcześniej, niestety wtedy byłem w trakcie rozmowy telefonicznej, do tego tuż przed spotkaniem.
To jest coś naprawdę rewelacyjnego w tej pracy.
Mniej więcej 5 lat temu uczyłem licealistę – stosunkowo zamkniętego, raczej w typie humanisty, o żywym umyśle i zróżnicowanych zainteresowaniach. Pomagałem mu również w przygotowaniach do egzaminów na studiach.
Tymczasem wczoraj stał przede mną młody mężczyzna, który ukończył z sukcesem pierwsze studia, a teraz czerpie z życia garściami, planując kolejne podróże.
I wiecie – nie w tym zblazowanym stylu w rodzaju hotelu z basenem i „all inclusive” – a w tym najlepszym, studenckim, który daje możliwość najbardziej bezpośredniego kontaktu z inną kulturą – choć nie bez ryzyka.
Tej pasji, tego błysku w oku można tylko pozazdrościć!
I słuchając tych opowieści, zmęczony, po bardzo intensywnym dniu – miałem takie poczucie dumy, że mogłem mieć swój mały, pozytywny udział w życiu tak szczęśliwego i rozkwitającego człowieka.
Nie będę ukrywał – nie wszystkich uczniów pamiętam, i to pomimo charakteru pracy, który sprzyja powstaniu relacji o charakterze bardziej personalnym niż w szkole. Również nie z każdym uczniem kontakt jest tak samo dobry – i nie mam na myśli jedynie tych, dla których matematyka to zło konieczne lub przyszli na lekcję i siedzą jak za karę. Po prostu – ludzie są różni i mają (bardzo) różne charaktery.
Są jednak tacy uczniowie, i takie spotkania, które nadają tej pracy sens. A to coś, czego nie można kupić za żadne pieniądze.
Kamil Chaber, Prywatny nauczyciel matematyki


